Archive for Sierpień 2009

h1

“Genetyka molekularna” Węgleńskiego wędruje na półkę.

Sierpień 26, 2009

No, powiedzmy, bo po pierwsze na moich półkach nie ma obecnie miejsca (może jak wywiozę część książek na studia to coś się zmieni) a po drugie- nie chcę się jeszcze z nią żegnać. I zapewne nie mogę. Czytanie sprawiło mi dużą satysfakcję,  ale do niektórych zagadnień będę musiała jeszcze wrócić lub skonfrontować je z tekstem z innych książek (według mnie to najlepszy sposób na ogarnięcie tematu). Ale to za jakiś czas, mózg zrobi odpowiedni przesiew informacji i będzie jasne co trzeba powtórzyć ;p. genetyka molekularna węgleńskiego

Co do samej książki, a właściwie jej autora- może się nie znam, ale ciekawi mnie jaką pracę nad podręcznikiem wykonał sam pan Węgleński, skoro napisał tylko wstęp, rozdział pierwszy i czwarty na spółkę z kimś innym ;p Jako redaktor naukowy pewnie to wszystko nadzorował a na koniec się podpisał xD Nie, dobrze, nie będę złośliwa, bo jak mówię- nie znam sytuacji 😉

W związku z powyższym książka ma wielu autorów i niestety nie jest jednorodna. Są działy, które w sposób przystępny tłumaczą zagadnienia, a są i takie, przez które przebrnąć trudno, pomimo, że stopień skomplikowania poruszanych zagadnień w moim odczuciu jest podobny.

 Za najtrudniejsze uważam dwa działy:

  • Budowa i działanie genów prokariotycznych (za to już następny, o działaniu genów eukariotycznych, był o wiele przystępniejszy, czego się nie spodziewałam- ciekawe z czego to wynika- z naszej obecnej wiedzy na ten temat? Z nastawienia autora?)
  •  Geny a różnicowanie się i rozwój. Strasznie dużo czynników i w ogóle zakręcone to 😉 Bardzo pomogły mi slajdy z jakichś wykładów z Torunia i Warszawy znalezionych w necie…

Poza tym, może nie najtrudniejszy, ale dla mnie strasznie suchy i z wymienieniem masy jakichś metod bez przykładów, był dział „Ewolucja molekularna”, a dokładniej część o tworzeniu drzew filogenetycznych ;p No nie podeszło mi to zupełnie, nic nie poradzę…

Ogólnie mam dwa odczucia po przeczytaniu tej książki: odczucie pierwsze jest takie, że pozostawiła mnie z w miarę usystematyzowanym i pełnym spojrzeniem na zagadnienia, nad którymi będę dalej pracować. Podobno książek naukowych nie czyta się „od deski do deski” (opinia kolegi z biologa), ale na moim stadium zaawansowania tego typu podręczniki muszę tak czytać, inaczej to nie miałoby sensu i możnaby mi zarzucać, że zdobywam poszatkowane informacje, które nic a nic się ze sobą nie kleją. Inna rzecz jest taka, że jeśli jakieś zagadnienie mnie przerasta, czytam dany rozdział i próbuję wyciągnąć z niego tylko najważniejszy sens, bez męczenia się ze szczegółami. Tego typu rzeczy będzie jeszcze okazja dopracować.

Drugie odczucie po przeczytaniu tej książki to… MAŁO! Pod koniec miałam wręcz wrażenie, że będzie mi jej brakowało ;p No i wiem, że o paru rzeczach muszę jeszcze sporo doczytać… Ale księgarnie internetowe czujne są i dzisiaj, gdy byłam dokładnie 5 stron przed zakończeniem „Genetyki molekularnej”, dostałam przesyłkę z PWN-u. Dotacja od dziadka wystarczyła na zakup dwóch nowych książek: „Strukturalne podstawy biologii komórki” Wincentego Kilarskiego (nie można zajmować się genetyką bez wiedzy o komórce) oraz „Genomy” A.T. Browna. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie 😉 Jak narazie jestem trochę rozczarowana, bo jak na cenę ponad 100zł podręcznik Browna jest wydany kiepsko, sklejony i w bardzo miękkiej oprawce, jak na taki duży format 😐 Węgleński niestety rozpadł mi się przy ostatnich stronach, a jest w o wiele zgrabniejszym formacie. Na pierwszy rzut oka „Genomy” wyglądają bardzo przystępnie, dużo rysunków i schematów, kolorów, już zdążyłam się od tego odzwyczaić xD Fragmenciki, które przeczytałam do tej pory wyglądają całkiem obiecująco, aczkolwiek mam wątpliwości czy to na pewno jest podręcznik bardziej zaawansowany niż „Genetyka molekularna”, no ale to dopiero wyjdzie w praniu. Chcę sobie zrobić kilka dni przerwy przed rozpoczęciem tych książek, bo nagromadziły mi się różne wydruki i artykuły, z którymi wypadałoby się wreszcie zapoznać i jakoś je uporządkować (czytaj: wpiąć wszystko do tego samego segregatora ;p). Ciekawe czy wytrzymam!

h1

Stypendium stracone oraz jakie szanse otwiera państwo młodym ludziom.

Sierpień 25, 2009

Przeżyłam wczoraj lekkie załamanie nerwowe… Moja rodzina nie należy do najbiedniejszych, ale też nie mamy kokosów. Zapewnienie jako-takiego bytu wymaga od moich rodziców bardzo dużego nakładu pracy, Szef (tata ;p) pracuje nierzadko od rana do nocy 😦 Na stypendia socjalne się nie łapię, za to bardzo przydałaby się wszelka pomoc za osiągnięcia w nauce, szczególnie, że od tego roku zarówno ja jak i brat będziemy studiować poza domem, co bardzo zwiększa koszty. Dlatego tak wczoraj wpłynęła na mnie wiadomość, że szkoła nie wysłała na czas zgłoszenia o stypendium MENu… Jakieś 3tys. złotych przeszło mi w ten sposób koło nosa 😦 Może nie byłabym aż tak zła, gdyby nie fakt, że obawiam się o moją biotechnologię w przyszłym roku. 1500 złotych miesięcznych opłat będzie nie od przeskoczenia jeśli nie będę miała już zgromadzonej własnej kasy (nie będę zakładać z góry, że będę w tych kilku procentach najlpszych- można się na tym nieźle przejechać)… Na szczęście ratuje mnie Stypendium Miasta Poznania i Stypendium Marszałka Wielkopolski, które, mam nadzieję, zostanie mi przyznane… Sama musiałam przekazać wszystkie informacje, wypełnione dokumenty, ksera zaświadczeń szkole, bo doprosić się, żeby coś tam się samo ruszyło jest niemożliwością… Ich zadaniem jesrt wysłać to do końca tygodnia- czego pewnie też będę musiała dopilnować osobiście.

Cała historia ze stypendiami dała mi nauczkę, że wszystkiego należy pilnować osobiście i SZUKAĆ możliwości. Teraz wiem, że należy z góry sprawdzać i szukać w internecie jakie stypendia i za co mogą być przyznane, bo różnych grantów itd jest, zdaje się, dość sporo, tylko trzeba o nich wiedzieć! Znalazłam już stypendium o które można się ubiegać na studiach (też od Marszałka) i wiem jak pod jego kątem trochę ukierunkować swoją aktywność. Ważne są prace naukowe, publikacje, udział w działaniu kół, sympozja, referaty. Nie chcę przez to powiedzieć, że będę robiła to wszystko tylko po to, by uzyskać stypendium, ale po porstu widzę jak tego typu działalność jest ważna już od samego początku!

Kolejny wniosek jaki nasuwa mi ta historia jest taki, że jeśli ktoś skupia się na nauce i osiąga jakieś tam sukcesy, to Państwo zapewnia dostateczną ilość możlwości pomocy finansowej, że można poświęcić się w pełni pracy naukowej- zamiast pracy zarobkowej. Tylko, co jeszcze raz powtarzam (i muszę sobie również wbić do głowy)- trzeba o tych szansach WIEDZIEĆ. Dzięki otrzymanym do tej pory stypendiom mogłam w sposób znaczny rozbudować swoją biblioteczkę (wskutek czego jakieś 1,5 m książek nigdzie mi się nie mieści) i kupić sobie… rower, co jest ważne ze względu na podupadającą kondycję zasiedziacza biurkowego ;p

Koła naukowe… Niektórzy mówią, że na pierwszym roku nie ma czego szukać na niektórych. I zgadzam się, że na przykład biochemia czy mikrobiologia wymaga wcześniejszego przygotowania na kursie z tych przedmiotów… Ja jednak chciałabym uczestniczyć w Kole Genetyki Medycznej i Kole Biotechnologii Medycznej i z tego co wiem, jako studentka I roku farmacji mam taką możliwość. Mam nadzieję, że moje samodokształcanie genetyczne będzie się dzięki tym spotkaniom rozwijało…

Cały czas nie wiem czy farmacja to rzeczywiście dobry wybór. I pewnie dowiem się dopiero za kilka lat. Boję się tych wszystkich przedmiotów farmaceutycznych, mnogości nazw, związków chemicznych… W sumie nie chcę być farmaceutką i sprzedawać w aptece, nie wiem, czy leki mnie interesują… I żałuję, naprawdę żałuję, że nie wybrałam biotechnologii medycznej. Może wtedy mogłabym się w pełni cieszyć studiami, a nie bać. Jełśi nie uda mi się rozpocząć biotechnologii jako drugiego kierunku, to już zupełnie będę w życiu robiła nie to co bym chciała. Z drugiej jednak strony, jeśli uda mi się skończyć te dwa kierunki, to wierzę, że będę miala większe szanse późniejszego rozwoju. Tylko jak do tego dożyć? Przedmiotów będzie raczej mało do przepisania, za to bardzo dużo do zaliczenia. Jeśli studiowałabym dwa kierunki, to na drugim roku farmacji miałabym ponad 20 egzaminów i kilkanaście zaliczeń…

h1

Zaraźliwy rak u diabłów tasmańskich.

Sierpień 9, 2009

AUSTRALIA DENMARK ROYAL BIRTHZaciekawił mnie dzisiaj program na Discovery o diabłach tasmańskich. Problem pewnie nie jest nowy, ale jakoś wcześniej chyba się z nim nie spotkałam… Okazuje się, że populacja diabłów tasmańskich jest coraz dotkliwiej przetrzebiana przez nowotwór pyska (devil facial tumour disease). Naukowcy długo głowili się czym ta choroba jest spowodowana- po wykluczeniu wpływu czynników chemicznych i wirusowych zbadali dokładnie komórki nowotworowe. Okazało się, że są praktycznie takie same i- co ciekawe- posiadają 13 chromosomów, podczas gdy normalny genotyp diabła tasmańskiego zawiera ich 14. Stąd pojawiło się przypuszczenie, że wszystkie komórki rakowe w populacji pochodzą od jednej, komórki powstałej pierwotnie u jednego z osobników wskutek mutacji. Byłby to pierwszy stwierdzony przypadek „zaraźliwego” raka.  Stwierdzono również, że nie jest to choroba dziedziczna. Powstało więc pytanie w jaki sposób się rozprzestrzenia oraz jak oszukuje układ immunologiczny. Odpowiedź tkwi najprawdopodobniej w specyfice zwyczajów diabła tasmańskiego. Zwierzęta te są padlinożercami i choć na ogól unikają towarzystwa pobratymców, zdarza się, że kilka osobników spotyka się przy padlinie. Dochodzi do bójek, przy czym 85% ugryzień dotyczy okolic pyska i szyi. Mięsista narośl bywa również celem wzmożonych ataków. Co ciekawe, również 85% guzów pojawia się na pysku. W jaki jednak sposób rozprzestrzeniające się komórki jednego osobnika niepostrzeżenie wdzierają się do innych organizmów? Historia gatunku podsuwa odpowiedź na to pytanie. W latach 30-tych diabły tasmańskie zostały niemal wybite a ich populacja odrodziła się z niewielkiej garstki osobników. Zróżnicowanie genetyczne w populacji jest na tyle małe, że komórki jednego osobnika nie są rozpoznawane jako obce przez układ immunologiczny innego. Po wystąpieniu pierwszych objawów większość diabłów umiera w ciągu roku, a najczęściej już po pierwszych 3 miesiącach. Padają, ponieważ guz uniemożliwia im zdobywanie pokarmu.

Podejmuje się pewne środki by ratować diabła tasmańskiego. Wybudowano rezerwat, gdzie trafiają tylko zdrowe zwierzęta. Odnaleziono osobnika wytwarzającego przeciwciała przeciwko komórkom raka, co może być pierwszym krokiem w opracowaniu szczepionki. Diabły tasmańskie również podjęły  pewne „kroki”. Zaobserwowano obniżenie wieku rozrodczego. Tak jak kiedyś rozmnażały się w wieku 3-4 lat, teraz często samice mają młode już po roku. Zwiększa to szansę na odchowanie młodych- dzięki czemu samice rozmnażające się wcześniej mają większą szansę przekazać swoje geny potomstwu i są zwycięzczyniami w doborze naturalnym.

Dodatkowe informacje tutaj:

http://kopalniawiedzy.pl/diabel-tasmanski-rak-pyska-zroznicowanie-genetyczne-reakcja-immunologiczna-Sarcophilus-laniarius-Katherine-Belov-3494.html

http://www.biotechnolog.pl/news-804.htm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Diabe%C5%82_tasma%C5%84ski

Zdjęcie stąd:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/3292000,80708,2973371.html?back=/Wiadomosci/1,80708,5456545,diabel_tasmanski_ewoluuje_na_naszych_oczach.html

Osobiście trzymam kciuki za diabły tasmańskie i naukowców mogacych im pomóc. Nasuwa mi się jedno pytanie- czy w zwiazku z powyższym przykładem istnieje możliwość, że bliźnięta jednojajowe również mogłyby zarażać się rakiem złośliwym?