Archive for Wrzesień 2010

h1

Biofizyka – zmora I roku (?)

Wrzesień 5, 2010

W pierwszym półroczu zdecydowanie usunęłabym znak zapytania w tytule, pozostawiając zdanie twierdzące. Jednak po przeżyciu anatomii, biofizyka wydała mi się naprawdę sympatyczna. Tak jak powtarzam dość często – wszystko zależy od prowadzącego. Przy moim pechu trafiam na największych dręczycieli i chyba mam trochę odwrócone pojęcie na temat porównania biofizyki i anatomii. Nawet z człowiekiem, z którym miałam biofiz, nigdy nie było tak tragicznie jak na anatomii. Ale większość osób twierdzi inaczej, wspominając biofizykę zdecydowanie najgorzej.

Po tym jakże pozytywnym wstępie ;p możemy przejść do sedna. Biofizyka odbywa się raz w tygodniu i na każde zajęcia należy przyjść przygotowanym (ekhm.). Zajęcia zaczynają się od „wejściówki”, czyli małej kartkówki lub odpytania przez prowadzącego, co odbywa się w małych grupkach (4-6 osobowych) zgodnie z przydzieleniem do poszczególnych asystentów. Stąd zdarza się, że u jednego asystenta można zaliczyć wejściówkę nie wiedząc totalnie nic, a u innego – wręcz przeciwnie… Nawet jeśli nauczysz się porządnie ze skryptu – okazuje się to za mało (miewaliśmy pytania „z kosmosu”, ale trzeba przyjąć, że to rzadkie zjawisko – na skalę jednego asystenta). Jedno i drugie ma swoje plusy i minusy – słyszałam o parach, które niewiele robiąc zaliczały wszystko, a później zawaliły kolokwium końcowe – bo nagromadziło się zbyt wiele… Teoretycznie wejściówka ma sens, bo żeby wykonać ćwiczenie praktyczne trzeba mieć przecież jakąś wiedzę i ogólnie orientować się o co w danym zagadnieniu chodzi. I dodatkowo zmusza do pewnej systematyczności. Przygotować się należy – jak już wspomniałam – ze skryptu (albo z moich notatek ;p) i w baaaardzo rzadkich przypadkach z Biofizyki Jaroszyka (ogólnie traktowane przez studentów jako nadgorliwość). Zazwyczaj pytają o pojęcia, narysowanie wykresu, napisanie i opisanie wzoru, jakiegoś prawa czy też policzenie zadania (proste Ci one nie były nigdy w naszym przypadku). 

Na każde zajęcia przynosi się protokół, wydrukowany ze strony katedry. Poszczególne pary (bo pracuje się w parach) mają przydzielone indywidualne ćwiczenie, tak, żeby rotacyjnie można było wykonać zadania na wszystkich sprzętach. Grafik – kto kiedy które ćwiczenie wykonuje – również znajduje się na stronie. Czasami trzeba opanować teorię z dwóch ćwiczeń ale zawsze wykonuje się tylko jedno. Po zaliczeniu wejściówki asystent tłumaczy jak wykonać ćwiczenie i obsługiwać sprzęt, sprawdzając też sprytnie czy macie pojęcie o czym mówi. Zazwyczaj w protokole należy wpisać wyniki poszczególnych pomiarów (np. natężenie promieniowania po przejsciu przez różnej grubości płytki itp.), następnie policzyć na tej podstawie różne wartości (według wzorów ze skryptu), dobrze wyprowadzić jednostki i narysować na papierze milimetrowym wykres – o tym, jak to robić, jest napisane w skrypcie) i napisać wnioski. Zazwyczaj nie było takiej możliwości, żeby to wszystko zrobić na jednych zajęciach, więc można było gotowy protokół i wykres oddać na następnych. Za całość – wejściówkę i wykonanie ćwiczenia – prowadzący wystawia ocenę. Trzeba osiągnąć jakąś tam średnią, żeby przystąpić do kolokwium końcowego. Ale nie było jeszcze przypadku, żeby kogoś nie dopuścili. Najwięcej czasu zajmowało nam po wykonaniu wykresu – pisanie wniosków. Żeby napisać tam coś sensownego (a nieczęsto wychodzi) trzeba mniej – więcej orientować się co powinno wyjść w wynikach ćwiczenia. Jeśli okazuje się, że wyszło coś zupełnie bez sensu, w żadnym wypadku nie powinno się fałszować danych! Jeśli to wyjdzie na jaw – można mieć dość duże problemy (podobno grożą wyrzuceniem z uczelni…). Za to należy się zastanowić DLACZEGO coś poszło nie tak i napisać to we wnioskach. Dła przykładu mogę podać próbę zmierzenia hematokrytu przeze mnie i koleżankę. Strasznie nas zdziwiło, że wyniki w przypadku krwi wyszły nam prawie takie same jak dla osocza – tak jakby nie było w niej krwinek. Później jednak zdałyśmy sobie sprawę, że próbki krwi nie wymieszałyśmy, a że krwinki opadły na dno, badając tylko górną warstwę zbierałyśmy znów dane dla osocza ;p Wiem, wiem, ale myśląc o tych wszystkich parametrach, które trzeba ustawić na tym przestarzałym sprzęcie, można zapomnieć o tak bagatelnej sprawie, jaką jest wymieszanie próbki ;p W każdym razie – opisałyśmy nasz błąd we wnioskach – i był to jeden z najwyżej punktowanych naszych protokołów 😉

Kolokwium końcowe jest z teorii przerabianej na ćwiczeniach, plus czasem jakieś zadania związane jednak tylko z dobrym podstawieniem, jednostkami i przeprowadzeniem obliczeń. Chyba byłam tak zestresowana, że zapomniałam już dokładnie jak to wyglądało ;p Przykładowe pytania są w moich materiałach i opracowanie teorii wraz z ilustracjami, gotowe do przelania na zaliczeniowy arkusz xD

Na koniec, cóż – cała prawda o życiu:

Reklamy