Archive for the ‘Recenzje książek’ Category

h1

Studia a zainteresowania- czy to bangla? Świąteczna paczka Marty.

Grudzień 23, 2009

Nadal nie wiem czym będę chciała się zajmować. Ale jeśli nie spróbuję różnych rzeczy, to jak się przekonam?

W ramach ogólnego rozwoju przygotowuję się do CAE i piszę artykuły do Pulsu UM. To miłe. I obydwie rzeczy lubię robić. Pomimo tego, że pierwsza jest strasznie czasochłonna a sterta nieodrobionych zadań rośnie, rośnie i rośnie! Czasem trzeba usłyszeć z ust nauczyciela „Marta! One writing a month is a MUST!” ;p Nic lepiej mnie nie mobilizuje. Nie, naprawdę to lubię i muszę się przyznać, że jeszcze stosunkowo niedawno rozważałam nawet studia językowe…..

W ramach moich zainteresowań bardziej naukowych, zapisałam się na koło genetyki medycznej. Mało związane z biotechnologią, ale za to bardzo ciekawe. Skłoniło mnie do refleksji dlaczego nie wyrosły mi moje czwórki. A ostatnio mieliśmy interesujący wykład o oftalmogenetyce. Wtedy zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poszłam na medycynę ze specjalizacją genetyka medyczna. Ale szybko mi przeszło 😉

Uważnie (jak na moje możliwości dostępu do internetu) śledzę stronę STN, ale koła naukowego biotechnologii medycznej ani widu ani słychu. Wielka szkoda. Spróbuję wobec tego iść na spotkanie koła „Operon” pomimo, że to nie na mojej uczelni (Uniwersytet Przyrodniczy).

Wyżej wspomniane koło organizowało ostatnio w Poznaniu Konferencję Studentów Biotechnologii, na którą udało mi się zapisać i sumiennie uczestniczyć oglądając wszystkie wystąpienia. Nie żałuję, że tam poszłam- osiągnęłam to co chciałam. Dowiedziałam się czym zajmują się ludzie wokół mnie, na jakim to stoi poziomie i mam nadzieję, że sama kiedyś wezmę czynny udział w takiej konferencji. Byłam jedyną przedstawicielką swojej uczelni. Wstyd mi trochę za naszych biotechnologów.
Bardzo mi się podobał wykład pani profesor Anny Latos- Bieleńskiej na temat objawów chorób genetycznych dotyczących uzębienia, który wygłosiła  na rozpoczęcie konferencji. Ogólnie było fajnie 😉 I dużo ciastek.

Jeśli chodzi o mój PRAKTYCZNY wkład w naukę (lol) to jest do tej pory zerowy. Chciałabym jednak i mam nadzieję, że się uda, przyjrzeć się pracy laboratorium molekularnego pod banderą pana dr Budnego. Mamy taką możliwość własnie w ramach koła genetyki medycznej. Dr Budny zajmuje się naprawdę ciekawymi rzeczami i gdy na wspomnianym wyżej wykładzie pani prof. Latos-Bieleńskiej usłyszałam jakie ma osiągnięcia obiecałam sobie, że nigdy w zyciu do niego nie zadzwonię, bo przecież jak ja, taki nicniewiedziak, mogłabym z nim osobiście rozmawiać! Pomimo to zadzwoniłam (numer dostalam od opiekuna naszego koła gen med) i okazało się, że dr Budny sprawia wrażenie całkiem sympatycznego człowieka. Ciekawe jak zareaguje gdy dowie się co studiuję, na którym jestem roku i że nic nie wiem we wspomnianej dziedzinie. Na razie zostałam poproszona o kontakt „w styczniu”, bo mają dużo pracy, ale nie dam się i rzeczywiście zadzwonię. A co.

Na święta zainwestowałam w kilka książek. Rodzice sprytnie stwierdzili, że oddadzą mi za nie połowę kasy i nie będą musieli już robić mi prezentu 😦

Jeden zakup związany jest z moją przyszłą domniemaną obecnością w laboratorium. Nie wiem nic oczywiście o chorobach genetycznych, aberracjach chromosomowych, metodach stosowanych do ich wykrywania. A przynajmniej w porównaniu ze specjalistą w tej dziedzinie. Przyznaję się bez bicia.

Dlatego wyciągnęłam z półki książkę „Biologia molekularna w medycynie. Elementy genetyki klinicznej” Jerzego Bala.

I zakupiłam jeszcze „Badania cytogenetyczne w praktyce klinicznej” Małgorzata I. Srebniak, Agnieszka Tomaszewska. Coby nie być całkiem „zielona” w tematyce. Cudów chyba też się po mnie nie spodziewają, mam nadzieję…

Poza tym, jako że nie mogę być przecież gorsza od „lekarskiego”, zakupiłam sobie podręcznik, z którego mają egzamin- „Genetyka medyczna” (bardzo skąpo informacji o chorobach, wielu chorób w ogóle brak… i drogi!).

Z myślą o mojej prezentacji na parazytologię kupiłam „Organizmy transgeniczne w medycynie i farmacji” (a cienkie to! I mało konkretne niestety, o czym przekonałam się próbując złożyć informacjie w logiczną całosć. Ale w dużej mierze mi pomogło przy prezentacji, więc oceniam w sumie na mały plusik ;p):

Jako, że szukam połączeń swojej dziedziny z genetyką, zaopatrzyłam się również w „Podstawy farmakogenetyki i farmakogenomiki w praktyce klinicznej” Józefa Prandota, ale jeszcze tego nie zgłębiałam i wydaje się być czarną magią. Za mało jeszcze wiem.

A z ciekawości dołożyłam sobie jeszcze do świątecznej paczki „Genetyczne, epigenetyczne i bioenergetyczne mechanizmy starzenia się i nowotworów” Zbigniewa Srebro i Henryka Lacha. Zawartości merytorycznej jeszcze nie oceniam. „Wyglada” na dość konkretną 😉

Poza tym przyszła nowa „Biotechnologia” (muszę pamiętać, żeby zaprenumerować na przyszły rok!) i mam jeszcze kilka rozpoczętych powieści i na pewno jeszcze coś dostanę na gwiazdkę, więc mam co czytać! Mogłaby mnie teraz nawet dzikia śnieżyca odciąć od świata!

Reklamy
h1

“Genetyka molekularna” Węgleńskiego wędruje na półkę.

Sierpień 26, 2009

No, powiedzmy, bo po pierwsze na moich półkach nie ma obecnie miejsca (może jak wywiozę część książek na studia to coś się zmieni) a po drugie- nie chcę się jeszcze z nią żegnać. I zapewne nie mogę. Czytanie sprawiło mi dużą satysfakcję,  ale do niektórych zagadnień będę musiała jeszcze wrócić lub skonfrontować je z tekstem z innych książek (według mnie to najlepszy sposób na ogarnięcie tematu). Ale to za jakiś czas, mózg zrobi odpowiedni przesiew informacji i będzie jasne co trzeba powtórzyć ;p. genetyka molekularna węgleńskiego

Co do samej książki, a właściwie jej autora- może się nie znam, ale ciekawi mnie jaką pracę nad podręcznikiem wykonał sam pan Węgleński, skoro napisał tylko wstęp, rozdział pierwszy i czwarty na spółkę z kimś innym ;p Jako redaktor naukowy pewnie to wszystko nadzorował a na koniec się podpisał xD Nie, dobrze, nie będę złośliwa, bo jak mówię- nie znam sytuacji 😉

W związku z powyższym książka ma wielu autorów i niestety nie jest jednorodna. Są działy, które w sposób przystępny tłumaczą zagadnienia, a są i takie, przez które przebrnąć trudno, pomimo, że stopień skomplikowania poruszanych zagadnień w moim odczuciu jest podobny.

 Za najtrudniejsze uważam dwa działy:

  • Budowa i działanie genów prokariotycznych (za to już następny, o działaniu genów eukariotycznych, był o wiele przystępniejszy, czego się nie spodziewałam- ciekawe z czego to wynika- z naszej obecnej wiedzy na ten temat? Z nastawienia autora?)
  •  Geny a różnicowanie się i rozwój. Strasznie dużo czynników i w ogóle zakręcone to 😉 Bardzo pomogły mi slajdy z jakichś wykładów z Torunia i Warszawy znalezionych w necie…

Poza tym, może nie najtrudniejszy, ale dla mnie strasznie suchy i z wymienieniem masy jakichś metod bez przykładów, był dział „Ewolucja molekularna”, a dokładniej część o tworzeniu drzew filogenetycznych ;p No nie podeszło mi to zupełnie, nic nie poradzę…

Ogólnie mam dwa odczucia po przeczytaniu tej książki: odczucie pierwsze jest takie, że pozostawiła mnie z w miarę usystematyzowanym i pełnym spojrzeniem na zagadnienia, nad którymi będę dalej pracować. Podobno książek naukowych nie czyta się „od deski do deski” (opinia kolegi z biologa), ale na moim stadium zaawansowania tego typu podręczniki muszę tak czytać, inaczej to nie miałoby sensu i możnaby mi zarzucać, że zdobywam poszatkowane informacje, które nic a nic się ze sobą nie kleją. Inna rzecz jest taka, że jeśli jakieś zagadnienie mnie przerasta, czytam dany rozdział i próbuję wyciągnąć z niego tylko najważniejszy sens, bez męczenia się ze szczegółami. Tego typu rzeczy będzie jeszcze okazja dopracować.

Drugie odczucie po przeczytaniu tej książki to… MAŁO! Pod koniec miałam wręcz wrażenie, że będzie mi jej brakowało ;p No i wiem, że o paru rzeczach muszę jeszcze sporo doczytać… Ale księgarnie internetowe czujne są i dzisiaj, gdy byłam dokładnie 5 stron przed zakończeniem „Genetyki molekularnej”, dostałam przesyłkę z PWN-u. Dotacja od dziadka wystarczyła na zakup dwóch nowych książek: „Strukturalne podstawy biologii komórki” Wincentego Kilarskiego (nie można zajmować się genetyką bez wiedzy o komórce) oraz „Genomy” A.T. Browna. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie 😉 Jak narazie jestem trochę rozczarowana, bo jak na cenę ponad 100zł podręcznik Browna jest wydany kiepsko, sklejony i w bardzo miękkiej oprawce, jak na taki duży format 😐 Węgleński niestety rozpadł mi się przy ostatnich stronach, a jest w o wiele zgrabniejszym formacie. Na pierwszy rzut oka „Genomy” wyglądają bardzo przystępnie, dużo rysunków i schematów, kolorów, już zdążyłam się od tego odzwyczaić xD Fragmenciki, które przeczytałam do tej pory wyglądają całkiem obiecująco, aczkolwiek mam wątpliwości czy to na pewno jest podręcznik bardziej zaawansowany niż „Genetyka molekularna”, no ale to dopiero wyjdzie w praniu. Chcę sobie zrobić kilka dni przerwy przed rozpoczęciem tych książek, bo nagromadziły mi się różne wydruki i artykuły, z którymi wypadałoby się wreszcie zapoznać i jakoś je uporządkować (czytaj: wpiąć wszystko do tego samego segregatora ;p). Ciekawe czy wytrzymam!