Posts Tagged ‘analityczna’

h1

Luty 24, 2011

Woła mnie łóżko… Po 13 godzinach spędzonych nad prezentacją na koło naukowe Biotechnologii, mam wrażenie, że robi to całkiem donośnie. I ma prawo, w końcu mam ferie. Cały tydzień. Z którego zostały zaledwie trzy dni… Żeby naprawdę odpocząć i móc pozwolić sobie na dogłębne nicnierobienie, musiałabym mieć wolne ze trzy tygodnie! A tak – musiałam odpoczywać intensywnie. Zaraz po piątkowym egzaminie z anatomii jechałam do domu szybko się pakować i… w góry! Tam przez cztery dni pozwoliłam sobie prawie nic nie robić, jeździć na nartach, oglądać House’a, grać w bilard, spać i cierpieć na zakwasy. Wczoraj nastąpił powrót do rzeczywistości.

Mogę stwierdzić, że plan pierwszopółroczowy został wykonany w stu procentach. Miałam dwa egzaminy, fizjologię na farmacji i anatomię na biotechu; obydwa udało mi się zdać na 5. W nowe półrocze wchodzę z pokaźną szansą na zwolnienie z egzaminu z chemii fizycznej i bardzo lichą nadzieją na zwolnienie z organy. Na anala już szans nie ma i bardzo dobrze, mam dosyć tego przedmiotu (choć przyznaję, że całkiem gładko przepisano mnie do innej grupy na drugie półrocze, pomimo wcześniejszych zastrzeżeń co do podwójnej formy studiowania, byłam mile zaskoczona…).

Trochę obawiam się tego drugiego półrocza, bo patrząc na plan – każdy dzień będzie wymagał solidnego przygotowania. A wracając do domu trzy razy w okolicach 18-19 widzę, że będzie to trudne.

Organiczną i anala mam w poniedziałek, kumulacja po prostu jak w totolotku…. Z organy zostało 5 ogromnych kół do zaliczenia na dobre oceny. A na anala trzeba być przygotowanym na każde zajęcia – na odpowiedź, zrobienie protokołu. Wtorek to dzień dla biofizyki – seminaria i jakieś rachunki, zobaczymy co to będzie, może się będzie uzupełniać z chemią fizyczną. Nie mam nic przeciwko liczeniu zadań – w sumie jakaś miła odmiana. W końcu zaliczyłam jakoś matmę w zeszłym półroczu – powinnam mieć jakiś warsztat matematyczny (z naciskiem na „powinnam”). Biofizyka kończy się egzaminem, jak więc możnaby ją zaniedbywać. Środa to maraton od 8 do 20, przez biochemię (mam nadzieję niewymagającą), histologię i biologię komórki (aż strach się bać – przedmiot zdecydowanie w sferze moich zainteresowań biologicznych ❤ ale ciężko będzie przygotować ponad 100 stron podręcznika na każde ćwiczenia i zdawać koła z histo… Chyba nie ma z tym żartów!) … aż po patofizjologię wieczorem, też mam nadzieję, że bardziej będziemy tam słuchać niż się wypowiadać – to jeszcze będę w stanie zrobić ;] Czwartek to dzień prawdy – rano onkologia w WCO, myślę, że bez stresu (jeśli zgodzą się mnie zwalniać dwadzieścia minut wcześniej – czyli po dwóch godzinach zajęć – to już zupełnie bez stresu) za to potem ćwiczenia z chemii fizycznej – zarówno liczenie zadań jak i ćwiczenia praktyczne z protokołem i odpytywaniem – na to już koniecznie muszę być przygotowana, przecież nie stracę szansy na zwolnienie z egzaminu ;] Piątek to farmakoekonomika i tenis w ramach wfu. Zamiast wykładu z biofizyki. Nie można mieć wszystkiego ;p W międzyczasie ćwiczeń jeszcze jakieś tam wykłady oczywiście, na które uda mi się chodzić ;] Zapowiada się kurcze kolejka górska z niezłymi atrakcjami.

Cóż, zanim się wezmę za przygotowania do inauguracyjnego pierwszego tygodnia musiałam sobie oczywiście wrzucić jeszcze coś na głowę. Stwierdziłam, że to jest jedyny moment w którym mogę poświęcić trochę czasu na zrobienie prezentacji na koło naukowe. Tematem jest Medycyna w skali nano, bardzo obszerny temat, bo musiał mi pozostawić dużo swobody (musiałam go podać przed wykonaniem prezentacji, a jak wiadomo, wszystko zawsze wychodzi inaczej niż sobie to wyobrażam). Ogólnie rzecz biorąc – opisuję techniki terapeutyczne opracowane przez naukowców różnych firm, głównie dotytczące walki z rakiem (choć nie tylko), bazujące na wykorzystaniu nanocząsteczek. Najciekawsze techniki postaram się też opisać na blogu, choć nie mam pojęcia kiedy miałabym to zrobić (jeśli uda mi się skończyć tą prezentację jutro <wątpliwe> to zabieram się za pochłanianie 250 stron skryptu z organy na kolokwium z analizy jakościowej, jak największej części „Seminariów z cytofizjologii” Zabla i oczywiście tematu z chemii fizycznej – to taki plan minimum). Adieu, ferie!